| Efekt Motyla - Copyright Andrzej Rostek |
. . .
ORBIS PICTUS
Widok 1
Widziałem twarz, radośnie zwróconą ku łunie I widziałem człowieka, który zasłaniał oczy przed blaskiem, Choć światło jednako przyciągało ich obu.
Widziałem wielki głaz toczony pod górę, Oraz jego drogę powrotną i miasta wytrącone ze snu.
Budowałem świątynie i patrzyłem jak słowa Wyryte na skalnej ścianie układają się w zdanie:
„Porzućcie wszelką nadzieję,
Którzy tu wchodzicie
By karmić swe żądze”
Byłem w miejscach, gdzie narodziny syna zwiastują śmierć matki.
I widziałem, jak ogień skradziony Bogom, trawi Wieczne Miasto.
Widziałem tych którzy sieją, i tych których plonem jest zniszczenie.
A co dziś powstało, jutro upaść może
Dotknięte żywiołem czasu i ludzi.
I nie ma przestrogi, która by nas przed tym chronić mogła, Bo nie ma wartości w naturze.
I życie i śmierć wymieniają się wzajemnie przyczyną i skutkiem.
Kto nie porządkuje w sobie chaosu, wytwarza truciznę.
Życie posiada sens wtedy, gdy napełnia się radością.
Uśmiech dziecka jest uśmiechem Anioła.
Kto wznosi ręce, a nie posiada wiary, jest płaczem Anioła.
Bóg bez wiary jest Bogiem umarłych.
Kto obdarza człowieka miłością, daje mu siłę. Kto miłość wykorzystuje jest grzesznikiem.
Styczeń 1999
. . .
Wydaje im się, że jak przestaną
O niej myśleć, to ona przestanie istnieć.
Przyczajona w swej pajęczynie. Wyłapująca pojedynczo, hurtowo, jak leci.
Gdy biegną opromienieni młodością, Nie ma racji bytu. Gdy przystają, rozglądając się i sapiąc w zdziwieniu
Uśmiecha się lekko i wskazuje drogę.
22.10.2000 . . .
LIST PISANY NAD BRZEGIEM
Pamiętam,. Stałam i patrzyłam, jak statek opuszcza bezpieczną przystań i płynie w stronę Hellady. Ja stara kobieta, której odebrano, to co najcenniejsze. Pamiętam. Nie pozwolono mi zresztą zapomnieć. Przypadkowi ludzie (nikogo bliskiego nie było) ich uśmiechy, gesty, drobne czułości, wzajemne spojrzenia. To wszystko jest przeciw zapomnieniu. Nawet teraz, choć minęło mnóstwo czasu, nie potrafię patrzeć obojętnie. Wciąż, wśród gwaru i ulicznych zabaw, odzywa się we mnie, ta ukryta tęsknota, której nigdy nie potrafiłam w sobie dostatecznie stępić. Boże. Ty jeden wiesz, jak bardzo chciałam wtedy uciec w szaleństwo. Jak pragnęłam, by porwał mnie wiatr, co szarpie żagle i podnosi fale. Bez chwili wytchnienia. Nie myślałam, że mogę jeszcze pogodzić się i umrzeć w ciszy. Mój krzyk, choć niemy, odbijał się o wszystkie brzegi świata. Język, którym mówili inni, wydawał się obcy, niedostępny. Nie było słowa, które mogłoby mnie pocieszyć, czy choć przez moment stłumić ból. Tak. Wiele od tamtej pory upłynęło lat. Moja skóra, której nie dane już było oddychać zapachem miłości, zwiędła. Dłonie, wydają się teraz stworzone jedynie do pracy. Serce, skazane na szalone pragnienia, powoli uspokaja się, zwalnia. Znów wracam myślami do tego miejsca. Patrzę na spokojną wodę. Odbijające się promienie słońca. Trochę mądrzejsza, może bardziej skołowana. W głowie ten sam głos, uparcie powtarza: Zawsze skręcaj w prawo, a znajdziesz wyjście z labiryntu.
17-19.12.2000
. . .
. . .
© Copyright Andrzej Rostek
|
|||||||||||||
| Statistics |
|---|
| gości: 189497 |