Efekt Motyla - Copyright Andrzej Rostek
 
 
ZMORY GIORDANA BRUNO   
 

Noc

Sen

 

Na stosie

Senne upiory

 

Słychać szelest

Drzew

 

Za oknem

Ktoś podpala

Papierosa

Ktoś inny się modli

 

Rozczarowane stado hien

Obwąchuje popiół

 

09.1996

 

Powiedzieli ….

 

 …... i noc przyszła

otulona gwiaździstym

szalem

 

i nie rozjaśniły ulic

latarnie

i nikt nie zabił

w dzwony

 

noc przyszła

i została

 

 w nas

 

 18.08.1997

 

 

.     .     .

 

 

  ORBIS PICTUS

 

 Widok 1

 

Widziałem twarz, radośnie zwróconą ku łunie

I widziałem człowieka, który zasłaniał oczy przed blaskiem,

Choć światło jednako przyciągało ich obu.

 

Widziałem wielki głaz toczony pod górę,

Oraz jego drogę powrotną i miasta wytrącone ze snu.

 

Budowałem świątynie i patrzyłem jak słowa

Wyryte na skalnej ścianie układają się w zdanie:

 

„Porzućcie wszelką nadzieję,

 Którzy tu wchodzicie

 By karmić swe żądze”

 

Byłem w miejscach, gdzie narodziny syna zwiastują śmierć matki.

I widziałem, jak ogień skradziony Bogom, trawi Wieczne Miasto.

 

Widziałem tych którzy sieją, i tych których plonem jest zniszczenie.

 

 A co dziś powstało, jutro upaść może

 Dotknięte żywiołem czasu i ludzi.

 

 I nie ma przestrogi, która by nas przed tym chronić mogła,

Bo nie ma wartości w naturze.

 

I życie i śmierć wymieniają się wzajemnie przyczyną i skutkiem.

 

Kto nie porządkuje w sobie chaosu, wytwarza truciznę.

 

Życie posiada sens wtedy, gdy napełnia się radością.

 

Uśmiech dziecka jest uśmiechem Anioła.

 

Kto wznosi ręce, a nie posiada wiary, jest płaczem Anioła.

 

Bóg bez wiary jest Bogiem umarłych.

 

Kto obdarza człowieka miłością, daje mu siłę.

Kto miłość wykorzystuje jest grzesznikiem.

 

 Styczeń 1999

.     .     .

 

 
JEJ WYSOKOŚĆ …….. LA MORT

 

Wydaje im się, że jak przestaną

O niej myśleć, to ona przestanie istnieć.

 

Przyczajona w swej pajęczynie.

Wyłapująca pojedynczo, hurtowo, jak leci.

 

Gdy biegną opromienieni młodością,

Nie ma racji bytu.

Gdy przystają, rozglądając się i sapiąc w zdziwieniu

 

 Uśmiecha się lekko i wskazuje drogę.

 

 22.10.2000

.     .     .

 

 

LIST PISANY NAD BRZEGIEM

 

Pamiętam,. Stałam i patrzyłam, jak statek opuszcza

bezpieczną przystań i płynie w stronę Hellady.

Ja stara kobieta, której odebrano, to co najcenniejsze. Pamiętam.

Nie pozwolono mi zresztą zapomnieć.

Przypadkowi ludzie (nikogo bliskiego nie było)

ich uśmiechy, gesty, drobne czułości, wzajemne spojrzenia.

To wszystko jest przeciw zapomnieniu.

Nawet teraz, choć minęło mnóstwo czasu, nie potrafię

patrzeć obojętnie.

Wciąż, wśród gwaru i ulicznych zabaw, odzywa się we mnie,

ta ukryta tęsknota, której nigdy nie potrafiłam w sobie

dostatecznie stępić.

Boże. Ty jeden wiesz, jak bardzo chciałam wtedy uciec w szaleństwo.

Jak pragnęłam, by porwał mnie wiatr, co szarpie żagle i podnosi fale.

Bez chwili wytchnienia.

Nie myślałam, że mogę jeszcze pogodzić się i umrzeć w ciszy.

Mój krzyk, choć niemy, odbijał się o wszystkie brzegi świata.

Język, którym mówili inni, wydawał się obcy, niedostępny.

Nie było słowa, które mogłoby mnie pocieszyć, czy choć przez moment

stłumić ból.

Tak. Wiele od tamtej pory upłynęło lat.

Moja skóra, której nie dane już było oddychać zapachem miłości, zwiędła.

Dłonie, wydają się teraz stworzone jedynie do pracy.

Serce, skazane na szalone pragnienia, powoli uspokaja się, zwalnia.

Znów wracam myślami do tego miejsca.

Patrzę na spokojną wodę. Odbijające się promienie słońca.

Trochę mądrzejsza, może bardziej skołowana.

W głowie ten sam głos, uparcie powtarza:

Zawsze skręcaj w prawo, a znajdziesz wyjście z labiryntu.

 

 17-19.12.2000

.     .     .

 

Stare kobiety nie potrafią

oswoić się z myślą

zmieniają stroje

malują usta ruchem młodej dziewczyny

rozmawiają o mężczyznach

puszczając oko do lustra

stare kobiety

wiedzą że przyszłość

jest krótka i nieciekawa

więc budują świat z przeszłości

ani przez chwilę nie myśląc

o nikczemności jutra

 

4.08.2001

 

 

 

 

Głos wije się jak w labiryncie

Tonąc jak brzytwa

Jęcząc

 

Znamię rośnie

Rozpościera

Głęboko korzenie

 

Krzyż sterczy

Wbity w miękką szyję

 

Gardło nabrzmiałe żywicą

Wypluwa bursztyn

Przebity gwoździem.

 

Evora 29.06.03

 

   
.     .     .

 

PERSPEKTYWA

 

 JUDASZ ISKARIOTA

 

Jedna mała gwiazda

Przysłonięta drzewem

 

Druga mała gwiazda

Przysłonięta drzewem

 

 

A obie są niczym

W oknie wszechświata

 

Arcturus

Mirah

Syriusz

 

Milion innych

Trwają zawieszone w próżni

Bez wpływu na bieg zdarzeń

 

Widoku w przyszłość

Ani przeszłość

 

Z dala od ziemskich spraw

Potrzebne jedynie astrologom

I zakochanym

 

Nie znające pragnień i cierpienia

 

Olbrzymie choć nie większe

Niż łepek od szpilki

 

Pozbawione znaczących spojrzeń

 

Obojętne na różnice

Pomiędzy ciałem a duchem

 

Kastor

Polluks

Wega

 

Widoczne nawet wtedy

Gdy przestają istnieć

 

5-9.04.2000

 

Pamięć

pulsująca czerwień

 

oto ciało i krew

bijące skrzydłami

 

winni

patrzą przed siebie

 

umywają ręce

 

wiatr zaciera ślad ust

odciśniętych w piasku

29.08.1999

 

.   .   .   

 

 

Ścigani diabelskim

chichotem

potykając się i skamląc

biegną

ku otwartej ranie

 

4.09.1999

 

 
 
 © Copyright Andrzej Rostek
 
WSTECZ
 




 

© Copyright 2008


Statistics
gości: 189497